sobota, 12 lutego 2011

"Układanki" i "moje małe królestwo."

 Część 1 posta czyli "Układanki"

 




Sporo czasu temu Julia-Jednoiglec ogłosiła na swoim blogu akcję pt. "Układanki".

Przyłączam się do niej dość późno, bo na wielu blogach już zaczęła się przygoda ze składaniem szmatek, ale do tej pory większość mojego czasu pochłaniało szycie - niekoniecznie sprzątanie.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak szyję - to jedną rzecz po drugiej (a ostatnio te rzeczy są nieduże), więc co chwilę potrzebuję robić przegląd w moich szmatkach, żeby je do siebie dobrać, a na dodatek szuflada, w której zazwyczaj składowuję szmatki patchworkowe jest zbyt daleko od mojego stolika, przy którym szyję, więc podczas szycia wszystko leży rozwalone na łóżku/macie/stole - w zależności od sytuacji.

No i w sumie nie wiem ile sensu ma moje przyłączenie się do tej akcji: fakt - szmatki mam już wszędzie, ale nie mam ich jak inaczej poukładać, bo fizycznie nie mam możliwości postawienia jednej szafki na same materiały. No i... wcale nie mam tych materiałów tyle ile widziałam u niektórych z Was - szyję tak naprawdę od roku i od roku dopiero tworzą swój zbiór.

Gdzie trzymam szmatki:
1. jedna półka w szafie jest zapełniona większymi kawałkami, przeznaczonymi na ubrania (na razie jest na niej porządek, bo niedawno mieliśmy przeprowadzkę i byłam zmuszona wszystko od nowa poukładać w szafie). Niestety nie mam zdjęcia tego wszystkiego, po wyrzuceniu z worka przeprowadzkowego - gdzieś mi się zapodziało.
 





2. grubsze tkaniny (tj. na płaszcz itp.) oraz ocieplina, pikówka... leżą na dole szafy pod wieszakami (już się nie mieszczą, ale nie mam ich zdjęcia)

3. tkaniny patchworkowe niby mają swoją niewielką szufladkę, ale i tak leżą na kanapie:
 

4. Dodatki typu fizeliny, sztywniki itp. oraz rzeczy do skończenia (zaczęte jeszcze w wakacje) leżą w szufladzie:

Część 2 posta czyli "moje małe królestwo"

Po wspomnianej wcześniej przeprowadzce mamy w pokoju więcej miejsca. Dzięki temu udało mi się wywalczyć kilka metrów kwadratowych na własność :)

W którymś z komentarzy Julia napisała:
"PS. W następnym poście proszę o rady jak wyłączyć komputer i zająć się czymś innym:)))"

Julio - oto Twoja odpowiedź: wcale nie wyłączam komputera, bo podczas szycia cały czas jest tuż obok mnie i jest zawsze włączony. Kiedy szyję, czasem potrzebuję gdzieś zajrzeć (a zazwyczaj to "gdzieś" jest na komputerze), a przy szyciu patchworków często wyszukuję wzory w internecie.
Moja rada - kiedy komputer jest w pobliżu maszyny już tak nie kusi jak ona ;) a co za tym idzie nie pochłania naszego cennego czasu, który można by było przeznaczyć na szycie - dlatego tak rzadko piszę notki na blogu i tak mało się udzielam. Po prostu jak już mam więcej czasu, zasiadam w swoim kąciku i szyję, a komputer traktuję jako narzędzie do szycia :)

4 komentarze:

jednoiglec pisze...

uuu to ja bym nic nie uszyła, gdyby obok stał włączony komputer:))) Ale masz rację: czasem trzeba coś sprawdzić na komputerze i w takich sytuacjach lepiej by był włączony...
Fajny Twój kącik. Najbardziej spodobały mi się tkaniny leżące na kanapie - poczułam się jak u siebie:)))
Ciekawa jestem jak wygląda Twój stojaczek na nici, bo rzeczywiście na ogólnym zdjęciu ciężko go zlokalizować.
Ja dziś po raz n-ty robiłam porządki w moim kąciku - na szycie już braknie czasu:(

ulinkap pisze...

Masz bardzo przytulny swój kącik! zazdroszczę Ci tej rozłożonej deski- nie cierpię składać i rozkładać dechy więc zawsze się ociągam z prasowaniem elementów przy szyciu :) no i widzę na macie jakieś cudo :D kiedy nam pokażesz?? :) pozdrawiam!!

Gazynia pisze...

wspaniały masz kącik szyciowy! Wszystko pod ręką, deska, mata, maszyna i nawet komputer... Tylko pozazdrościć! Ja też mam wiecznie całą masę szmatekrozłozonych na kanapie i nawet fotelach, niestety w szafie nie da się dopasowac do siebie materiałów:)

Ania pisze...

Super kącik szyciowy, ja niestety nie posiadam aż tyle miejsca. Sypialnia za mała jest, więc został duży pokój, który wcale aż taki duży nie jest.