sobota, 13 sierpnia 2011

Petycja w sprawie GMO

Postanowiłam podpisać petycję w sprawie GMO i chcę aby jak największa ilość osób również miała okazję zdecydować czy chce ją podpisać, czy nie.
Więcej piszę o tym tutaj
Petycja znajduje się tutaj

wtorek, 2 sierpnia 2011

Całoroczne rozdawnictwo w Paszczakowicach - wygrałam!!!

Dawno temu, bo już prawie miesiąc przyszła do mnie paczuszka. Odebrała ją moja mama, bo mnie jeszcze wtedy w domu nie było. Zadzwoniła do mnie i mówi, że jakiś notes przyszedł. Zaczęłam się głowić i nie byłam pewna, bo mama nic nie wspomniała o pieczątce na tylnej okładce, a adres mi nic nie mówił. W końcu domyśliłam się - zostałam wylosowana przez Gosię z Paszczakowic.

A oto notes:



Prawda, że cudny?
Ogromnie mi się podoba. Dziękuję Ci Gosiu :)

Początek zmian.. oraz: wakacjuję się

Jakiś czas temu wykupiłam domenę szyciowo.pl, na którą dzisiaj, z pomocą mojego niezastąpionego mężczyzny udało mi się przekierować bloga. Od tego momentu działa on zarówno pod starym jak i pod nowym adresem. Chciałabym aby większy ruch był skierowany na nowy adres (szyciowo.pl), tak więc jeśli ktoś ma mojego bloga na bocznym pasku, proszę w miarę możliwości o zmianę adresu docelowego, za co z góry dziękuję.

Ale to dopiero początek zmian... Co jeszcze się zmieni - nie powiem, zobaczycie :)
Na pewno przez kilka kolejnych dni będę Was zanudzać zaległościami, nie tylko szyciowymi, którymi jeszcze się nie zdążyłam pochwalić, a sama będę sukcesywnie nadrabiać te, których narobiłam sobie w blogach przeze mnie obserwowanych. Pora zacząć się udzielać w komentarzach :)

Od drugiego tygodnia lipca przebywam u rodziców na wsi (w sumie to jeszcze jest także mój dom, jednak z racji studiów mało czasu tutaj spędzam). Moje wakacje jeszcze trochę potrwają - mniej więcej do początku września, do sesji poprawkowej, a że maszyna jest ze mną... Oj, szyje się, szyje. Jednak z robieniem zdjęć czekam na ładniejszą pogodę - mam nadzieję, że się doczekam :) W sumie dzisiaj już zaczęło się przejaśniać, przynajmniej tutaj, więc... oby szybko się rozpogodziło.

Jednego z tych ładniejszych dni, trochę ponad tydzień temu, zabezpieczywszy nogi solidnymi butami (czytaj: ogromnymi gumiakami) wybrałam się z mamą i moim mężczyzną (to jego autorstwa jest poniższe zdjęcie) na maliny. Zobaczcie, co znalazłam na jednej z nich... Czyż ten ślimaczek nie jest uroczy?

Niestety, nasz mały przyjaciel nie chciał współpracować i cały czas uciekał sprzed obiektywu. Pewnie obawiał się, że jest za mało fotogeniczny.
Wybaczyłam mu jednak tą jego nieśmiałość i po skończonej sesji fotograficznej odłożyłam razem z maliną (coby miał co jeść, biedak jeden - w końcu pierwszy ją znalazł) w bezpieczne miejsce.