środa, 13 sierpnia 2014

Złote popołudnie w Pałacu Goetzów Okocimskich w Brzesku

Kolejny weekend z serii tych, po których ciężko się wraca do rzeczywistości, mam (już od kliku dni) za sobą.

Złote Popołudnie:
Magiczna nazwa, magiczny pałacyk, mnóstwo atrakcji w klimacie XIX wieku i steampunku.

Szkoła Tańca Jane Austen uczestniczyła w tym wydarzeniu jako jeden ze współorganizatorów, więc na miejscu byliśmy już przed godziną jedenastą. Kiedy weszliśmy do środka pałacu, naszym oczom ukazały się przepiękne wnętrza - przede wszystkim cudowny hol...


Od razu zrobiliśmy sobie w nim zdjęcie w zwykłych ubraniach tak, jak tam weszliśmy :)


 Tutaj dla porównania już w strojach:


"Najpierw obowiązki, potem przyjemności..."


Przećwiczyliśmy układ, założyliśmy "mundurki", poprawiliśmy koafiury (moja, przygotowana rano już się rozpadała - loki się rozprostowały, a kok, który robiłam sama wyglądał jak siedem nieszczęść) i wybraliśmy się na piknik do przecudnego ogrodu Byłam tak głodna, że niemal już mdlałam... No dobrze - przesadziłam, jednak dama może pozwolić sobie na omdlenie od czasu do czasu ;)



Tak się piknikujemy (cóż... ja oczywiści z pełnymi ustami - to chyba nie przystoi damie, prawda?):



Najdedzone i zadowolone na chwilę stałyśmy się tureckimi brankami...



Chwila... gdzie podziali się panowie?
Żaden nie przybył by nas ocalić z rąk porywaczy, więc po kilku głębszych wdechach...

(Przy zastosowaniu shishy, oczywiście...
Miałam zamiar, ale nie odważę się zamieścić tutaj pewnego zdjęcia...)

...same się ocaliłyśmy.

I kilka fotografii na finał - tutaj jesteśmy już po mini-balu.
Oczywiście to nie było tak spokojne jak się wydaje na zdjęciu - nie obyło się bez spostrzeżenia przeze mnie w ostatniej chwili, że cała grupa ustawia się do zdjęć. Byłam już wtedy na szczycie schodów (pozwoliłam pewnemu gentlemanowi odprowadzić się do biblioteki). Z wojowniczym okrzykiem "Jeszcze ja!", wachlarzem w jednej dłoni oraz rąbkiem sukni w drugiej, popędziłam na dół, aby ustawić się wraz z pozostałą częścią grupy.


Po sesji chciałam się udać do wspomnianej wcześniej biblioteki na wykład (już i tak byłam na niego spóźniona), ale po drodze coś mnie podkusiło... No tak... przecież krzyki i odsłonięcie kostek podczas biegu w dół schodów nie było wystarczającym wykroczeniem przeciwko XIX-wiecznej konwencji, a ja nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie spsociła... Reputacja "Poltergeista" zobowiązuje - może niedługo stanę się sławna ;)
Z resztą, co tu dużo mówić:


A na koniec, przed Państwem - zdecydowany mój (i chyba nie tylko mój) faworyt - fotografia z kilkoma członkiniami Krynoliny:


Dwie ostatnie fotografie już zostały oddane do wywołania :)

1 komentarz:

Porcelana pisze...

Ta ostatnia fotografia w lustrze jest niesamowita! Fajnie się czyta relację napisaną z perspektywy "dziewczyny ze STJA" :)