wtorek, 2 września 2014

Dama czy sawantka?

   Opustoszałe, krakowskie ulice doznały tej nocy zaszczytu przemierzenia ich przez samotną damę...


   Hej! Chwila... Jakże to brzmi dumnie i wyniośle, jednak jakąż ja byłam damą tego wieczoru: ubrana w zwykłą, kraciastą, „informatyczną” koszulę z długim rękawem i dżinsy, jako okrycie wierzchnie posiadająca sportową, wodoodporną kurtkę.
   Choć cóż... przyznać trzeba (i również w tym przypadku będzie to prawdą), że nie tylko ubiór stanowi o człowieku. Niestety i w tej kwestii poległam dzisiaj na całej linii. Z pewnością nie mogłam poszczycić się zachowaniem godnym damy: jedząca pizzę z dziecięcym wręcz zachwytem i rozbawieniem spowodowanym własną nieporadnością i brakiem elegancji, oblewająca się grzanym winem podczas próby wyciśnięcia soku ze znajdującej się w kieliszku pomarańczy (całe szczęście, że kieliszek przetrwał to spotkanie ze mną!).
   Żadna prawdziwa dama, zarówno obecnych jak i dawnych czasów, nie zaryzykowałaby w ten sposób narażenia się towarzystwu i zetknięcia z rzeczywistością, w której podobne incydenty naraziłyby ja na utratę reputacji i pomówienia (w takim lub podobnym przypadku, zapewne słuszne).

   Na dodatek, po nocnym, samotnym spacerze, wejściu do pustego mieszkania i stwierdzeniu obecności nieproszonych gości o rozmiarach „nieco” mniejszych niż ja sama, odważyłam się nie przelęknąć ogromnego pająka czyhającego w mniejszej niż stopa odległości od mojego wezgłowia. (Tak, mogłabym to zrobić – oczywiście mam na myśli przelęknięcie się ośmionogiego stwora i nawet wydobycie z siebie głośnego pisku! - gdyby tylko w pobliżu znalazł się gentleman godny wybawienia mnie z tej, jakże straszliwej (!), opresji; jednak gentlemana nie było i przyparta tą sytuacją do muru, musiałam radzić sobie sama.)
   Zamiast tego (tak... dla tych, którzy już stracili wątek, cały czas mam na myśli wyrażanie fobii względem pajęczaków), jak na kobietę wyzwoloną przystało, wychynęłam na taras (zwany popularnie obecnie balkonem) w poszukiwaniu czekającego na takie okazje słoika. Niestety, kiedy wróciłam do sypialni, uzbrojona w przejrzyste naczynie, mające stanowić pułapkę na pajęczaka, okazało się, że zaświecone światło wypłoszyło moją ofiarę, która schowała się w jakiejś, niedostępnej dla mnie dziurze i teraz zamiast za oknem, ten stwór czeka zapewne na nastanie ciemności pod szafką nocną albo za regałem, by stamtąd wyleźć i straszyć mnie, kiedy będę spała.
   W takiej sytuacji powinnam zapewne ratować pozostałości swojej reputacji i nie wykazywać zbytniej odwagi, którą byłoby położenie się we własnym łóżku. Zamiast tego mogłabym rozważyć (i wykonać) operację rozłożenia sofy w salonie.

   Stwierdzam jednak, że choć ta noc sprzyja twórczości, to rankiem czeka mnie pobudka i powrót do moich mikrokon... ach, nieistotne, pozwólcie mi jeszcze przez kilka godzin cieszyć się myślą o damach, gentlemanach i pięknych strojach...

   Na koniec stwierdzam, wspierana w tym nie tylko przez własny głos rozsądku, że bardziej niż prawdziwą damą stałam się „sawantką udającą damę”...

   Postanowienie na przyszłość: muszę się bardziej postarać ;)

Brak komentarzy: